A gdyby tak z resztek blatu zrobić... nowy blat?
Przy okazji robienia deski XXL pisałam, że drewno zostało nam po zrobieniu schodów. Stolarz przywiózł wszystko, co oznaczało nie tylko duże blaty, ale też sporo małych kawałków, na które kompletnie nie miałam pomysłu. Drewna się nie wyrzuca, bo to niesamowicie inspirujący materiał i zawsze można zrobić z niego coś interesującego. Potrzebny jest tylko pomysł.
Pomysł pojawił się dość szybko. Pomyślałam, że skoro blaty to właściwie klejone drewno, to może ja sama też mogłabym to wszystko pokleić? Okej, okej wiem: stolarze mają maszyny, ściski i kleje; z czym do ludzi? Z wikolem? ;-). Na szczęście zanim zaczęłam hejtować własny pomysł, zabrałam się do realizacji. Efekt jest naprawdę zaskakujący, a ja dzięki temu zyskałam oryginalny, drewniany(!) blat, który wkrótce zyska nogi i zacznie podtrzymywać kubki z kawą. Dodatkowym plusem jest też fakt, że wykorzystałam materiał, który większość nazwałaby po prostu odpadem. Uwielbiam recykling w wersji warsztatowej!
Zatem po kolei - jak zrobić drewniany blat z resztek.1. Kawałki, jakie przywiózł stolarz miały jedną ważną zaletę: były ucięte prosto. Dzięki temu, dopasowywanie ich do siebie przypominało układanie kafelków (bezfugowe ;-)). Usiadłam więc i zaczęłam dopasowywać do siebie te puzzle tak, żeby stworzyć maksymalnie dużą, jednolitą powierzchnię bez większych szczelin. Wymyśliłam, że blat będzie okrągły (za wzór służył duży talerz do pizzy) układałam tak długo aż udało mi się go zmieścić.
Tu ważna uwaga: taka układanka ma swoją lewą i prawą stronę. Prawa to, to co widzimy podczas układania, klejenie odbywa się od strony lewej. Z tego powodu najlepiej na prawej odrysować zarys przyszłego blatu, wtedy się nie pomyli podczas obracania.
2. Kawałki sklejałam stopniowo, najpierw dość nieufnie podchodząc do własnego pomysłu. Tak, jak napisałam wyżej: sklejanie odbywało się lewą stroną do góry. Z dwóch powodów: a/ blaty choć niemal idealnie identyczne różniły się jednak delikatnie grubością; przykładając je prawą stroną do ziemi, miałam gwarancję, ze różnice wyjdą od strony której nie będzie widać, b/ wikolu nie żałowałam, bo to podstawa tego blatu, ale nie chciałam żeby zabrudził mi stronę reprezentacyjną.
3. Ściski stolarskie, którymi dysponuję okazały się za wąskie, żeby mi w czymkolwiek pomóc; sama więc stałam się ściskiem choć nie powiem żebym trzymała jakoś szczególnie długo. Ufam wikolowi :-). Po kilku godzinach od wyschnięcia kawałków, doklejałam kolejny. I tak stopniowo. Trwało to w sumie około trzech dni. Kiedy skończyłam, dałam całości wyschnąć kolejnych kilka dni.
4. Odrysowany kształt blatu wycięłam wyrzynarką. To był pierwszy poważny egzamin tej konstrukcji. Wikol jest mocny (serio), ale w blacie wylazło też sporo szczelin między kafelkami i obawiałam się, że przez "bicie" wyrzynarki całość może się rozpaść. O dziwo, nie!
Mimo dużej dbałości o to by kawałki kleiły się na równej płaszczyźnie, prawa strona nie była do końca idealna. Szlifowałam szlifierką z tarczą 80, na najwyższych obrotach. Dzięki temu udało się wygładzić powierzchnię blatu, ale... No właśnie: jedna z jego części jakby delikatnie się obluzowała. Wikol łapie długo, właściwie powinnam czekać z tym wszystkim jeszcze z tydzień, ale nie mogłam się doczekać :-). Nie poddałam się jednak- w półmilimetrową szczelinę przy fragmencie który wydał mi się podejrzany, wtarłam tyle kleju ile się da, podobnie zrobiłam na całym blacie. Po dwóch dniach (i tak jest do dziś) usterka znikła.
5. To, co mi pozostało i pewnie powinnam to była zrobić przed szlifowaniem (ale nie mogłam się doczekać) to szpachlowanie szczelin. Miałam ambicję, żeby były mniejsze, ale nie udało się to do końca, więc w ruch poszła szpachla do drewna. W trakcie innych projektów testowałam trzy: Liberona, Syntilora i Dragona. Ta pierwsza okazała się najlepsza. Kolor: naturalny dąb, szpachelka i do roboty. Na koniec całość wygładziłam tarczą 240. Ostatni szlif, to oczywiście nie szlif, a olej.
6. Co dalej będzie z blatem? Na razie podniecam się tym, że zrobiłam coś z niczego i to coś ma sens i jest ładne. Jak skończę, zrobię stolik kawowy. Pomysły na nogi ciągle się krystalizują, ale jedno zrobię na pewno: zespolę cały blat od spodu za pomocą cienkiej sklejki. Nie będzie jej widać, a ja zyskam dodatkowe zabezpieczenie konstrukcji. Wikol to aż wikol i tylko wikol - jest świetny, ale jeśli rzecz ma mieć charakter użytkowy, a nie tylko wizualny, trzeba pomóc szczęściu.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz