Ekpresowa metamorfoza lampy. Prosty efekt miedzi



Prosta, biała lampa z marketu zyskała zupełnie nowy look. Efekt starej miedzi prosty jak nigdy.

125 zł piechotą nie chodzi, a 250 to już w ogóle. No więc mieliśmy dwie lampy kosztujące w sumie 250 zł, ale przestały nam kompletnie pasować do wizji pokoju. Okazało się jednak, że możemy je wykorzystać w innym pomieszczeniu, ale białe zostać nie mogą. Co zrobić? Rzecz jasna: przemalować. Teraz wszystko się przemalowuje - meble, lodówki, kaloryfery, więc co szkodzi poeksperymentować na lampie?

lampa przed metamorfozą / castorama.pl
Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że przy tak niedużym nakładzie pracy efekt będzie tak interesujący. Ale po kolei. Lampy zostały zdjęte, rozkręcone na możliwie wiele części, oczyszczone i odtłuszczone (acetonem). Mogłabym je jeszcze zmatowić, ale niepewna rezultatu, wolałam nie ryzykować. Czym maluje się metal? Można oczywiście farbą olejną i jeśli komuś się wydaje, że to relikt przeszłości i i zło wcielone, to naprawdę umiem udowodnić, że tak nie jest. Wybrałam jednak farbę akrylową, która idealnie nadaje się do metalu, szybko schnie i łatwo można ją usunąć (znowu: nie wiedziałam, co z tego wyjdzie). Pomalowałam raz (oh, jakie przyjemne jest malowanie metalu, serio!), potem drugi raz (farby jednowarstwowe są jak yeti) i właściwie mogłoby to być gotowe. Farba ładnie, równomiernie pokryła całość i dobrze wyglądała, a co najważniejsze - mąż też był zadowolony ;-). To było jednak za proste. Zamarzył mi się na tym efekt starej miedzi.

W sumie trick jest prosty. Użyłam tzw. pozłoty produkcji Syntilora. To ciekawy produkt dostępny w sporej gamie kolorystycznej, zaskakująco wydajny i pozwalający uzyskać naprawdę niesamowite efekty. Moja pozłota ma kolor miedzi i mogłabym od razu nią pomalować lampę, pomijając czarną farbę, ale podkład był tu kluczowy. Uwypuklił kolor i pozwolił uzyskać efekt postarzenia. Zrobiłam próbę pozłoty na jeszcze białej lampie i to zdecydowanie nie było to.

Ważna uwaga- pozłotę nakładałam suchym pędzlem, ledwo zamoczonym w farbie, rozprowadzałam ją szybkimi ruchami w jednym kierunku - poziomo - , celowo tworząc delikatną fakturę, której zwykle unika się jak ognia malując pędzlem.

Lampa to rzecz, której nie dotyka się za często i dobrze, bo śliska powierzchnia nie trzyma jakoś super farby i można ją zarysować. Na upartego, mogłabym jeszcze próbować to lakierować, ale uznałam że nie ma sensu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram